Pomoc rodzinie Waldka


– Nie zbieramy już pieniędzy, Waldek zostanie w górach – mówi Alina Graj. – Zrobiliśmy wszystko, co było możliwe, chcemy się rozliczyć i podziękować

Ta wyprawa skończyła się tragicznie. 23 sierpnia 2008 oławianin Waldemar Graj zginął podczas wspinaczki na siedmiotysięcznik Chan Tengri w Kazachstanie. Do dziś nie wiadomo, jak to się stało, że doświadczony alpinista postanowił sam zdobyć ten szczyt, dlaczego dopuścili do tego współtowarzysze i dlaczego nie dotarła tam ekipa ratunkowa. Został w górach, które były jego wielką pasją i radością.
Rodzina alpinisty podjęła próbę ściągnięcia z gór ciała Waldemara i przewiezienia do Polski. Mnożyły się problemy. Na pieniądze z ubezpieczenia nie było szans, z ambasady w Kazachstanie przychodziły sprzeczne informacje na temat przebiegu wydarzeń. Okazało się, że ściągnięcie z góry ciała alpinisty jest bardzo kosztowne. Rodzina musiałaby zapłacić przed wyprawą nie mniej niż 24 tys. euro, a nie było gwarancji, że to się uda.
Alina Graj razem z przyjaciółmi męża założyła Komitet im. Waldka „Diody” Graja. Rozpoczęto zbiórkę pieniędzy, aby sprowadzić ciało. Wiosną 2009 roku ambasada w Kazachstanie zaproponowała Alinie Graj zorganizowanie wyprawy po ciało męża. – Miałam pokryć koszty wyprawy i zapłacić 8 tys. euro – mówiła dwa lata temu. – Odmówiłam. Po pierwsze dlatego, że wyprawa miała wyruszyć przed sezonem wspinaczkowym, gdy nie było wiadomo, czy ciało Waldemara jeszcze tam jest. Poza tym, na wyprawę miała iść ekipa, która już raz zawiodła. Pomoc obiecał mi Jacek Teler, znany polski himalaista (…). Dzięki ludziom dobrej woli udało się zgromadzić na koncie komitetu około 35 tys. zł.
To nie wystarczyło. Nie wystarczyło też sił do dalszej walki, trzeba było zająć się dziećmi i całą masą innych spraw. Alina Graj zadecydowała, że ciało jej męża pozostanie w górach, które tak bardzo kochał. Rok po jego tragicznej śmierci, 22 sierpnia 2009, na oławskim cmentarzu odbyła się pożegnalna ceremonia pogrzebowa, postawiono symboliczny grób Waldemara, w kształcie góry. – „Droga jest celem” – to ulubiony cytat Waldka – wspominał po śmierci Graja jego kolega Ireneusz Kirkiewicz.

Monika Gałuszka-Sucharska (gazeta.olawa.pl)

Podziękowania od rodziny Grajów

„Nie wolno tracić nadziei, dopóki człowiek żyje z człowiekiem” – K. Jaspers

Dzięki Państwu, ja i moi synowie odzyskaliśmy nadzieję. Nadzieję, że jeżeli wokół ciebie są dobrzy ludzie, to można pokonać każde przeciwności losu. Wszystkim darczyńcom, wspaniałym ludziom, którzy byli dla nas wielkim wparciem, chcielibyśmy serdecznie podziękować.
Szczególne podziękowania składamy: pracownikom Starostwa Powiatowego, Zarządowi i pracownikom Banku Spółdzielczego w Oławie, redakcji „Gazety Powiatowej-Wiadomości Oławskie”, Oławskiemu Serwisowi Informacyjnemu, właścicielom oraz pracownikom restauracji „Klubowa”, Hufcowi ZHP Oława oraz firmom i instytucjom oławskim, które wsparły nas w tych trudnych i smutnych chwilach.
Dziękuję wszystkim kolegom, znajomym Waldemara, że nie zapomnieli o nim. Dziękuję dyrekcji oraz moim cudownym koleżankom i kolegom z Gimnazjum nr 1 w Oławie. Aldona, Gosia, Benka, Ela, Renia, Ewa, Anetka i Jacek, a także jego brat Tomek, Ania i Irek, Iza i Jarek – to wyjątkowi ludzie, bezinteresowni, pełni zrozumienia i ciepła dla drugiego człowieka. Jest też bardzo wyjątkowa osoba. Bez niej nie wyobrażamy sobie życia – ani ja, ani Jaś i Adam. Kochamy cię Mamuś za to, ze jesteś dla nas opoką i niezastąpionym wsparciem.

Dziękujemy
Alina Graj, Jaś Graj i Adam Graj

Szczegółowe rozliczenie zbiórki publicznej, prowadzonej przez komitet im. Waldka „Diody” Graja, znajdziesz w najnowszym „papierowym” wydaniu „GP-WO”

OSI.OŁAWA.PL

Tatry Zachodnie

DOLINA CHOCHOŁOWSKA – największa polska dolina tatrzańska 19-20 kwietnia 2008 To był długo planowany wyjazd. Przekładaliśmy go już kilka razy – powód ciągle ten sam – p o g o d a ! I ten weekend nie zapowiadał się najlepiej: w sobotę możliwe opady, w niedzielę po południu rozpogodzenia – po południu! Tęsknota za górami zwycięża – ryzykujemy!

Wyjeżdżamy z Oławy o drugiej w nocy w deszczu, który towarzyszy nam do samego Zakopanego. O szóstej jesteśmy na miejscu i pełni zapału, kierujemy się na parking przy Dolinie Chochołowskiej. Tu zostawiamy samochód, przebieramy się, pakujemy plecaki i w drogę!

Pierwszym celem jest Schronisko Chochołowskie położone na 1150m n.p.m.. To główna baza noclegowa na terenie Doliny i jednocześnie największe schronisko w polskich Tatrach. Mogą w nim znaleźć schronienie 132 osoby przez cały rok. Oprócz wolnych łóżek udostępnia turystom kuchnię turystyczną i bezpłatny wrzątek, posiada także świetlicę i stołówkę, w której można zamówić coś ciepłego i smacznego. W połowie drogi do celu zaczyna padać. Dochodzimy na miejsce przemoczeni. W recepcji płacimy za 3 łóżka ( 28 zł za każde w pokoju 6-osobowym), wieszamy mokre rzeczy do wyschnięcia i idziemy na dół zjeść. Niestety do końca dnia pada i musimy zadowolić się grą w karty, które zakupiliśmy uprzednio w recepcji. Koło północy kładziemy się spać z nadzieją na lepsze jutro. Niedziela zapowiada się lepiej. Jest pochmurno, ale nie pada. Wyznaczamy sobie kolejny cel – Wołowiec ( 2064m n.p.m.) przez Grzesia (1653m n.p.m.).

Opuszczamy pokój, plecaki zostawiamy w przechowalni, zabierając tylko najpotrzebniejsze rzeczy, czyli wodę, termosy z ciepłą herbatą, coś do jedzenia i najważniejsze – raki! Po przeszło godzinnej wędrówce żółtym szlakiem dostrzegamy drewniany krzyż zamontowany na szczycie w 1992 na pamiątkę spotkań opozycjonistów polskich z czechosłowackimi (1978- 1989). Pogoda uparcie brzydka, uniemożliwia nam podziwianie widoków. Po chwili idziemy w kierunku Rakonia (1879m n.p.m.) zielonym szlakiem wzdłuż granicy ze Słowacją. Nadal jest pochmurno i wilgotno. Docieramy na szczyt i od razu decydujemy się schodzić do schroniska. Śnieg jest mokry, więc przy stromym zejściu zapadamy się z każdym krokiem. Zabieramy plecaki i udajemy się na parking. Przy aucie jesteśmy około szesnastej, pakujemy się, przebieramy i jedziemy na Krupówki, żeby coś zjeść przed powrotem. Jeszcze tylko małe prezenty dla tych, co zostali w domu, no i w drogę! W Oławie jesteśmy o 22.00.

Ryszard, Tomek i Bartek

Zobacz zdjęcia

Wyprawa na Pik Lenina

„Wszystko w porządku?”, „Wszedłeś?” Takimi słowami przywitali mnie koledzy w „dwójce”. Była godzina jedenasta, jak zszedłem z obozu trzeciego, gdzie spędziłem dwa dni, w trakcie których przeprowadziłem samotny atak na szczyt Piku Lenina( 7134 m.n.p.m.). Przed nami było jeszcze kilka dni zejścia do bazy głównej i dojazd do Osh, jednego z dwóch większych miast Kirgizji.

A zaczęło się tak.

W maju bieżącego roku połączyła nas wspólna pasja i cel. Z pomocą przyjaciół zorganizowaliśmy wyprawę w Pamir. Nasz cel – Pik Lenina .

Ruszyliśmy 3 sierpnia. Lecąc przez Moskwę, już 4 rano byliśmy wśród Kirgizów. Dzięki temu, że większość formalności załatwiliśmy, będąc jeszcze w kraju, to już po jednym dniu pobytu w „cywilizacji” ruszyliśmy w góry . Dojazd sprawnym samochodem terenowym do bazy na Polanie Ługowej( 3820 m.n.p.m.) przebiegł dość szybko. W drodze mieliśmy jeden dzień przymusowego postoju, trochę zamieszania z transportem, w końcu bazę ujrzeliśmy 7, po południu. Po raz pierwszy rozbiliśmy namioty i rozpoczęliśmy przygotowania do walki o górę. Już pierwsze godziny pobytu na wysokości bliskiej 4000 m. dały się niektórym we znaki i dlatego 8 sierpnia do obozu 1 mogłem iść tylko z partnerem z namiotu. Choć od tej chwili wyklarował się podział na 2 dwuosobowe zespoły, to cały czas działaliśmy zależnie od siebie, nie zapominając, że przyjechaliśmy razem.

Read more… →

Wyżej już tylko Himalaje!

Aconcagua (6959 m.n.p.m.) leżąca w Andach Argentyńskich jest najwyższym szczytem obu Ameryk, a także najwyższym szczytem poza kontynentem azjatyckim. Szczyt został zdobyty przez M. Zurbriggena w roku 1897.

Natomiast w 1934 roku ósmego wejścia na szczyt dokonała polska wyprawa, wytyczając jednocześnie nową, pierwszą po wschodniej stronie góry, bardzo ambitną drogę biegnącą lodowcem, dziś zwanym Lodowcem Polaków. Głównymi przeszkodami podczas zdobywania szczytu są silne wiatry oraz wysokość.W lutym 2005 roku przyszło mi się z nimi zmierzyć w trakcie wyprawy Polskiego Klubu Alpejskiego. Szczyt został zdobyty przez członków tej wyprawy 16 lutego 2005 roku.

O tym, jak do tego doszło, możecie przeczytać poniżej.

Read more… →